Grupa naTemat
Mirek Połyniak

Debata + innowacje + EIT Wrocław = CHDiKK

oryginalne materiały konferencyjne
oryginalne materiały konferencyjne archiwum własne autora - licencja CC by 2.5 PL
Debata, która debatą nie była... Sen o Dolinie Krzemowej w organizacyjnych realiach epoki Króla Ćwieczka... Takie cuda zdarzają się w naszym pięknym, acz dziwnym kraju, nawet w moim ukochanym Wroclove. Na własne oczy widziałem i osobistymi wrażeniami się dzielę.

W ostatni poniedziałek, 23 czerwca 2014r., miałem przyjemność odwiedzić Wrocławskie Centrum Badań EIT+ - naprawdę piękne, wręcz imponujące miejsce. Sam doskonale pamiętam, że cały Wrocław zaangażował się w walkę, by jeden z tzw. węzłów wiedzy był właśnie u nas.
Nawet obecny na początku konferencji Prezydent Miasta Wrocławia p.Rafał Dutkiewicz przypomniał, że walka z Budapesztem łatwa nie była – tym większe brawa dla m.in. Politechniki Wrocławskiej za finalny sukces.


Oficjalny program imprezy można znaleźć tutaj (organizatorem była Agora, EIT+ Wrocław oraz Wrocławski Park Technologiczny partnerami), ja podzielę się bezpośrednio swoimi subiektywnymi wrażeniami.

Zacznę od niewątpliwych plusów:
1) na własne oczy mogłem zobaczyć miejsce, o którym wcześniej jedynie słyszałem lub czytałem – EIT+ Wrocław naprawdę robi wrażenie! Wystarczy wyguglać zdjęcia ;
2) poznałem wielu ciekawych ludzi z różnych obszarów nauki i biznesu – każdy wie co to networking więc nie muszę tłumaczyć, że kilkanaście wizytówek oraz nowych kontaktów na LinkedIn ma wymierną wartość;
3) zobaczyłem dwie bardzo ciekawe prezentacje (szkoda, że najlepsze danie gospodarz zaserwował na sam koniec – na sali były po prostu pustki)
- Leszek Orzechowski i Szymon Gyrś, czyli zespół SPACE IS MORE , dwóch bardzo profesjonalnych (sami dla siebie nagrywali własne wystąpienie, bo przygotowują się na wrocławski TEDx ) panów, którzy pokazali dosłownie kosmiczną prezentację, gdzie między innymi dowiedziałem się, co to „mondrianówka” (polecam wszystkim miłośnikom dizajnu i mody) ;
- Oskar Zieta pokazywał takie cuda, nie tylko z PowerPointa, że mówiąc szczerze sam tego nie ogarniałem koncepcyjnie ale zapewniam, że wizualnie była to uczta dla oczu ;
4) Spróbowałem nowej dla mnie, całkiem niezłej, wody mineralnej Polonea, choć nie może się ona równać z moją ulubioną Staropolanką.

Teraz czas na listę minusów:

1) Impreza zwana debatą, tak naprawdę debatą nie była. Dominowała dyskusja „gadających głów”, na pytania nie zawsze było wystarczająco dużo czasu ( komunikacja dwukierunkowa to chyba to esencja debaty), a nawet próbowano na niezbyt wygodne pytania nie odpowiadać ( mówię o tym z autopsji – p.Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego RP potraktowała mnie jak Tępą Dzidę, a na moje nieśmiałe protesty werbalne, że to nie jest odpowiedź ad rem po prostu zapodała tę samą płytę).

Na wysłane do EIT+ Wrocław post factum pytania dostałem następującą odpowiedź:
prezentacja Pana prof. Langera nie będzie udostępniana on-line. Odpowiedzi na wskazane pytania padły podczas debaty. Jeżeli oczekuje Pan dodatkowych wyjaśnień proszę o kontakt wskazany podczas spotkania, tj. do Pana Redaktora (etc.)
A w swojej prezentacji p.Profesor zaprezentował szalenie odważną tezę – wzrost ilości studentów w Polsce świadczy o wzroście innowacyjności naszego kraju. Osobiście miałem duże wątpliwości co do trafności argumentu więc już w trakcie owej prezentacji wyguglałem Raport o stanie patentowania w Polsce – CRiDO Taxand , gdzie na stronie 6 wyczytać mogłem, że jesteśmy na 4 miejscu w UE – niestety od końca.
A o sytuacji owych młodych absolwentów, którzy mają aspiracje i dyplom bez większej wartości na współczesnym rynku pracy rozwodzić się nie mam zamiaru – od jakiegoś czasu media trąbią o tym regularnie.
Na zakończenie dodam, że p.Profesor w debacie namiętnie używał terminu „darmowe pieniądze” - niestety nie ogarnąłem tego „cudu”, wyguglać nic sensownego nie potrafiłem, a EIT+ uznał, że nie warto się jakimś namolnym blogerem przejmować. Ponoć wszyscy żyjemy w epoce Social Media, „hive mind” ( jedna z teorii ewolucji Internetu do modelu 3.0 tzw. „zbiorowej mądrości” – osobiście za świetny przykład tego zjawiska uważam LinkedIn ) - ale kto by się takimi detalami przejmował. Na koniec tylko dodam, że p.Profesor chyba nie miał świadomości, ze w trakcie jego prezentacji została ona uwieczniona na niejednej fotografii, a zamiatanie pod dywan elementów publicznego wystąpienia już samo w sobie o czymś świadczy...

Również argumenty p.Minister Nauki nie były szczególnie trafne: ponoć mamy cudowne programy wspierania innowacji. Z tego co mi się obiło o uszy to nawet bitwy na pięści miały miejsce , a nazwy stowarzyszenia Oszukani przez PARP chyba tłumaczyć nie trzeba...

2) Konferencja pt. Sen o Krzemowej Dolinie oferuje swoim uczestnikom materiały w formie ładnych kilkudziesięciu dekagramów papieru. Agora to prywatna firma więc ma prawo nie ujawniać ile one kosztowały ale na każdej konferencji, czy jest to Wrocław, Warszawa, Gdańsk, czy Londyn pytam o materiały w wersji elektronicznej. Jestem może nieco eko-spaczony ale dodatkowo nie lubię targać niepotrzebnej makulatury, która w dużej części ląduje potem w koszu. Lasów, nie tylko tropikalnych, szkoda...
Ale niepojęte dla mnie było zdziwienie sympatycznej Pani z marketingu EIT+, że w ogóle byłaby jakaś znacząca różnica – konto na Slideshare mają więc chyba o mediach społecznościowych słyszeli...

3) Ta impreza nie wniosła do tematu innowacyjności niczego nowego, czy wartościowego. Nie uważam się za eksperta w temacie, na tę imprezę chciałem iść, by przy okazji zobaczyć na własne oczy EIT+, o który sam walczyłem. Ale bardzo ciekawie podsumował to mój fejsbukowy znajomy: „Konferencje to jedyne co się nam udaje w tym temacie”.
Jak wspomniałem Agora nie chciała puścić pary ile ta impreza kosztowała – ma takie prawo, to firma prywatna – ale ja, w przeciwieństwie do p.Profesora, w „darmowe pieniądze” nie wierzę, szczególnie na styku prywatny biznes – polityka. Na tej ostatniej się raczej nie znam więc ucinam wątek.

4) Organizatorzy konferencji „Sen o Krzemowej Dolinie” nie prowadzili monitoringu mediów społecznościowych w czasie trwania samej konferencji. Niepojęte, czyżby o tzw. backchannel (dyskusjach online w czasie trwania imprezy) nie słyszeli – na sali były dziesiątki ludzi wyposażonych w smartfony, tablety, netbooki, co chwila widziałem zdjęcia, wpisy na Fejsie. Z zawodowego punktu (trochę ogarniam marketing w Internecie) widzenia kompletna porażka. Zresztą sam wystawiłem im publiczną laurkę w trakcie samej imprezy:

– do dziś żadnej reakcji się nie doczekałem.

5) Pod względem organizacyjnym impreza pozostawiała niestety wiele do życzenia:
- debata nie była do końca debatą,
- najciekawsze prezentacje były na końcu, przy pustawej sali;
- o materiałach już było,
- catering miał za mało RAM więc nie wyrabiał z szybkością obsługi głodnego tłumu,
- prowadzący ślicznie wyglądał ale nawet najdroższy garnitur nie zastąpi tzw. iskry bożej, a impreza nie była adresowana do gimbazy więc nawet konferansjerka powinna być na poziomie Doliny Krzemowej,
- Dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju nie mógł przyjechać więc „występował” z pliku wideo na komputerze prowadzącego – z wrażenia, bo uwierzyć w ten „cud” nie mogłem aż sąsiada zapytałem, czy dobrze widzę i słyszę: potwierdził;
- o braku monitoringu mediów społecznościowych w trakcie konfy też już było.

Podsumowując całościowo: kładąc na szali zarówno plusy, jak i minusy ta impreza wypada zdecydowanie poniżej średniej przyzwoitości organizacyjnej i merytorycznej dla imprezy tego kalibru oraz takiej tematyki. Od organizatorów i partnerów takiego przedsięwzięcia oczekiwałbym dużo, dużo więcej. Tzw. „gadające głowy” kojarzą mi się z minioną epoką, tylko wręczania goździków mi zabrakło ;-) choć to nadal powszechne na różnych konferencjach w Polsce. Co ważniejsze i gorsze: patrząc na poziom profesjonalizmu owej imprezy śmiem bardzo mocno wątpić, że w takim środowisku da się zbudować cokolwiek na miarę Doliny Krzemowej...

Z taką mentalnością drugie Google nie powstanie (zresztą jeśli tego nie wiecie, to my już we Wrocławiu Google mamy ) – mówił o tym pracownik EIT+ Wiesław Świętnicki , a po imprezie do Gazety ciekawy list napisał p. Stanisław Lose (architekt, nauczyciel projektowania). Po prostu przy pierwszym kontakcie zawodowcy z Venture Capital schrupią misiów z kosteczkami włącznie (znam z autopsji ten świat: pracowałem w małym portalu internetowym, największej w Europie agencji mediów internetowych w Londynie, współpracowałem z Google, Yahoo!, etc.) .

Żeby nie wyjść na sfrustrowanego życiem blogera, który tylko dowalać potrafi, spróbuję podpowiedzieć, co można było zrobić lepiej (normalnie to się nazywa konsulting i całkiem tłuste faktury za tym idą ale ja będę frajerem i zrobię to gratis). Krytyka winna być konstruktywną przecież!

1) Każdy, kto kiedykolwiek organizował jakąś konferencję wie, że od razu trzeba rozpocząć od „wysokiego C” - na sam początek daje się najciekawsze prezentacje. Pierwszego wrażenia ponoć nie da się zrobić dwa razy - a tu było wspak.
Osoba prowadzącego ma ogromne znaczenie i naprawdę powinna to być prawdziwa osobowość. Nie wiem, czy organizatorzy pomyśleli, że we Wrocławiu właśnie mieszka Paweł Tkaczyk – jak fama niesie jeden z najlepszych opowiadaczy historii w Polsce, regularnie czytuję w mediach społecznościowych „ochy i achy” po jego publicznych wystąpieniach. Gdybym sam organizował konfę we Wrocławiu to z pewnością najpierw bym jego zapytał. Dodam, że szkolił on niedawno wrocławski Magistrat, w Gazecie był wielokrotnie – więc na pewno o nim organizatorzy słyszeli. Dopuszczam taką możliwość, że Paweł po prostu nie miał czasu, bo ma kalendarz wypełniony do przodu.
Samą dyskusję zorganizowałbym zupełnie inaczej, bez gadających między sobą głów, a postawiłbym na maksymalną interakcję z publicznością. Znam wiele przykładów, że można inaczej – sam nawet raz coś takiego prowadziłem BlogForumGdańsk2011 Marketing na blogach każdy robić może

2) we Wrocławiu właśnie zaczęła się historia jednej z najbardziej innowacyjnych i dynamicznych polskich firm internetowych, która obecnie oferuje swoje usługi nie tylko w Polsce. Mowa o Brand24 – oto w wielkim skrócie historia wielkiego sukcesu 2 młodych wrocławian: Michała Sadowskiego i Piotra Wierzejowskiego. Sprawdziłem - nikt ich na imprezę zaprosić nie próbował...
Co więcej: gdyby ich ładnie poprosić to oni bez żadnej kasy (po prostu zdrowy marketing własnej firmy) zrobiliby monitoring mediów społecznościowych dla tej imprezy w czasie rzeczywistym– jeśli dali radę w Dublinie to i na Wrocław by starczyło.

3) Niepojęte dla mnie, że organizatorzy nie pomyśleli, by włączyć do promocji i relacji imprezy blogosfery. Mamy we Wroclove bardzo mocny blog marketingowy StudiumPrzypadku.com , a kumaty bloger np. Maciek Budzich potrafi nawet z helikoptera o drzewkach w Beskidzie Żywieckim ciekawie relacjonować

4) A już uwierzyć nie mogę, że w Agorze – tylko nieco innej, bo internetowej – pracuje Mateusz Tułecki , który sam kręci ponoć najlepsze w Polsce konferencje InternetBeta. Tam się nawet o romansach i prostytucji publicznie opowiada.
A tak samą InternetBeta relacjonuje Tomek Kudła/StudiumPrzypadku.com
Porównując z oprawą medialną imprezy, na której byłem ta ostatnia wypada bardzo bladziuchno i szarawo, co gorsza obstawiam, że nie tak tanio. Nie wypada Agorze zaglądać do kieszeni ale w ramach tego samego budżetu można było zrobić coś naprawdę na miarę Krzemowej Doliny. Komunikacja jednokierunkowa „push” odchodzi już do lamusa – teraz mamy czasy marketingu „pull”, a pikujące ostro w dół nakłady prasy drukowanej są tego idealnym przykładem.

Czas zakończyć mocną puentą więc posłuży za nią pewne zdjęcie z Wrocławskiego Parku Technologicznego (nie uzyskałem jeszcze zgody autora zdjęcia na publikację) ale wystarczy kliknąć w ten link zatytułowany Z CYKLU INNOWACJE POLSKIE. Zapewniam, że warto ;-)
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj